poniedziałek, 28 grudnia 2015

Nowy rozdział

Przez przypadek premiera nowego bloga zbiega się z przełomem lat. Nie przywiązuję do nocy 31. grudnia / 1. stycznia wielkiej wagi, dlatego i mój nowy początek pisarsko-blogowy nie powinien być z tą nocą wiązany.
Poprzedni można przeczytać tu: This could be the first day of my life


Od dawna przymierzałam się do rozpoczęcia pisania nowego bloga: poprzednią wersję zaczęły bowiem odwiedzać osoby, które czytać tamtych treści nie powinny. Swoją drogą to zabawne: gości bywało tam niewielu, a znalazły się wśród nich osoby, które znaleźć się nie powinny…

Od dawna przymierzałam się do rozpoczęcia pisania nowego bloga.
I ze mną właśnie tak często jest: długo zabieram się do podjęcia jakiejś decyzji, rozpoczęcia jakiejś aktywności, zaprzestania jakiejś aktywności. Czasem takie przemyśliwanie, zastanawianie się i przymierzanie trwa kilka tygodni, a czasem miesięcy. Gdy się jednak zdecyduję, nie zwlekam z tym dłużej, ale zaczynam działać.
Dlatego przez przypadek premiera nowego bloga zbiega się z przełomem lat.

Rzeczywisty nowy początek miał miejsce wiosną tego roku, gdy wydarzyło się wiele ważnych rzeczy w moim życiu. Kolejna diagnostyka, kolejna rewolucja w życiu osobistym, kolejna decyzja odnośnie do życia zawodowego…

Z perspektywy kilku miesięcy łatwiej o tym myśleć, pisać i mówić. Po raz kolejny sprawdza się powiedzenie, że czas leczy rany. Ważne jest jednak to, aby w tym samym czasie zastosować również inne, adekwatne do sytuacji, leczenie lub środki prewencyjne.
Czas bowiem może sprawić, że złamane kości się zrosną, ale niewłożone w łupki czy gips zrosną się nieprawidłowo.

Wierzę, że jestem mądrzejsza niż kilka lat temu i choć wydarzenia z początku roku były bolesne, i choć sprawiły, że znowu moje skrzydła zostały podcięte, to łatwiej było mi znaleźć właściwe rozwiązania, podjąć odpowiednie działania.


To właśnie wiosną po raz pierwszy pojawił się pomysł na to, by wrócić do pisania bloga, albo – przynajmniej – ponownie pakować walizkę. Wówczas znajdowałam wiele wymówek i obiektywnych trudności. Przede wszystkim jednak: ta decyzja musiała we mnie dojrzeć.
Dojrzała w dniach ostatnich. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak trzymać się podjętej decyzji i wytrwać w regularności. Podobno publicznie złożone deklaracje sprawiają, że łatwiej wytrwać w postanowieniach. Powinnam zatem ogłosić w tym miejscu – w tej przestrzeni światowej sieci, choćby nie miał tu nikt zajrzeć – że raz w tygodniu pojawi się nowy wpis. Powinnam, ale bardzo nie lubię deklarować niczego, co nie jest wymagane prawem. Zatem niczego nie zadeklaruję. Co najwyżej mogę się przyznać do tego, iż jest dziś we mnie taka potrzeba, by pisywać regularnie, bo wiem, iż regularność bardzo porządkuje życie. A niczego tak teraz nie potrzebuję, jak regularności i porządku – to jest mój suplement diety, pozwalający na zachowanie zdrowia.


Późną wiosną, a może z początkiem lata, gdy pojawił się pomysł na wznowienie bloga, pojawił się również pomysł na pierwszy wpis i pierwszy tytuł: „Książki na dobry początek”. To właśnie wówczas odkryłam dwie książki, które będąc pozycjami z dwóch różnych bajek i światów w fantastyczny sposób się uzupełniły, stając się dla mnie dawką uderzeniową antybiotyku, tak bardzo mi w tamtym czasie potrzebnego.

Nie pamiętam jak trafiłam „Głaskologię” Miłosza Brzezińskiego Zobacz, książkę z dziedziny psychologii biznesu, ale czytałam ją, odnajdując w niej prawdy dla mnie oczywiste, wszak podstawową wiedzę z psychologii mam. Znalazłam jednak również nieoczywistości, które uznałam za bardzo ważne. Istotne dziś, ale ważniejsze w tamtym czasie, bo będące odpowiedzią na postawione wówczas przede mną wyzwania zawodowe. To dzięki tej książce podjęłam ważne dla mnie decyzje zawodowe.
Chwilę później trafiłam na „Holyfood” Szymona Hołowni Zobacz. Zaintrygował mnie tytuł, a że opisy w księgarniach internetowych nie były zbyt obszerne, postanowiłam dokonać zakupu. Książka z psychologią biznesu mająca wspólnego dokładnie nic i stanowiąca, może właśnie dlatego, doskonałe uzupełnienie poprzedniej pozycji. Przepisy Szymona Hołowni – tak przecież oczywiste, a jednak nieco zapomniane – pozwoliły mi podjąć działania w obszarze życia codziennego.

Perspektywa czasu nieco zmienia postrzeganie niektórych faktów, ale jestem skłonna stwierdzić, że przeczytanie obu tych książek było dla mnie prawdziwym nowym początkiem.


Niby nie zmieniło się nic: funkcjonuję w dokładnie tych samych obszarach, w jakich funkcjonowałam dotychczas. Zmagam się z podobnymi trudnościami, z jakim spotykałam się wcześniej. Cieszę się z podobnych rzeczy. A jednak jestem przekonana, że oto został otwarty nowy rozdział mojego życia. Księga mojego życia zapełnia się od kilku miesięcy słowami, opisującymi nowe historie. Są one kontynuacją rozdziałów poprzednich – jak to w powieściach bywa. Bo moje życie, bo życie każdego człowieka, to powieść, a nie zbiór opowiadań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz