wtorek, 29 grudnia 2015

Mój pierwszy raz

Na początku 2015 roku, czyli tuż po wysłuchaniu piosenki inauguracyjnej w Trójce, przyszło mi do głowy, że chciałabym zapamiętać „pierwsze razy” z tegoż początku.
Zanotowałam więc z samego rana w moim kalendarzu – wówczas używałam jeszcze wersji papierowej – jaką piosenką rozpoczął się dla mnie ten rok, jakie było moje pierwsze śniadanie, z kim odbyłam pierwszą rozmowę, etc.

Zrobiłam coś takiego po raz pierwszy. Nigdy wcześniej nic takiego nie przyszło mi do głowy, a szkoda.

Na początku roku 2015 notowanie „pierwszych razy” okazało się zabawne i urocze w swej banalności. Umówmy się bowiem – to było banalne, naiwne i nieco kiczowate. Nie zmienia to jednak faktu, że mnie sprawiło ogromną przyjemność. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy otworzę ten konkretny kalendarz za lat kilkanaście, to nadal będę uważać te notatki za czarujące.


W połowie roku „przesiadłam” się na kalendarz elektroniczny. Zdecydowanie jest to forma bardziej użyteczna, ale…

Coś za coś: funkcjonalność kontra nostalgia.

Mój pierwszy kalendarz papierowy kupiłam/dostałam (nie pamiętam) dawno temu: w trzeciej lub czwartej klasie podstawówki. Od tego czasu terminarze towarzyszyły mi zawsze, mimo że szczyciłam się niezłą pamięcią. Od tego czasu kalendarze stanowią dla mnie rodzaj pamiętnika, odświeżacza pamięci.
Kalendarzy książkowych nie wyrzucam. Nawet podczas wielkich około remontowych porządków nie pozbyłam się tej mojej „pamięci zewnętrznej”.


W połowie mijającego roku „przesiadłam” się na kalendarz elektroniczny, co jest bardzo praktycznym rozwiązaniem.


Tylko gdzie ja zapiszę moje „pierwsze razy” roku 2016?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz